fbpx

Ależ masa wiedzy! Gosia Szakuła, autorka książki Konopie i marihuana w kuchni wie niesamowicie dużo o gotowaniu (i pieczeniu) z cannabis. Opowie przede wszystkim o tym, jak zrobić dobrze ciasto z marihuaną – tak, żeby efekt końcowy zwalił was z nóg – dosłownie i w przenośni ;). Poruszamy także temat historii rośliny w kuchni na świecie i Polsce, jakie są zalety spożywania jej oraz czy moglibyśmy jeść tylko i wyłącznie konopie.

1:33 – Historia zastosowania konopi w kuchni w Polsce i na świecie

10:26 – Jakie części rośliny jesteśmy w stanie wykorzystać w kuchni?

12:30 – Dlaczego warto jeść konopie? Zdrowotne aspekty i nie tylko

18:30 – Co gdybyśmy jedli tylko i wyłącznie konopie?

22:28 – Marihuana w kuchni – DLACZEGO WARTO?

33:30 – Czy można przedawkować?

36:26 – Marihuana w kuchni – JAK ZROBIĆ TO DOBRZE? 

43:03 – Ile suszu konopi indyjskich potrzebujemy do gotowania/pieczenia (Bardzo niedużo ;))

45:00 – Dlaczego warto kupić książkę Gosi „Konopie i marihuana w kuchni”?

48:00 – Porady kuchenne od Gosi 😉

Wolisz czytać niż słuchać?

Podcast do czytania poniżej!

Czy zdarzyło Ci się zrobić kiedyś ciasto z marihuaną i nie poczułeś po nim żadnego efektu kojarzonego z marihuaną? Jak poprawnie zabrać się za tworzenie potraw z konopi? Jak zrobić tak, żeby wyciągnąć z konopi to co najlepsze przy robieniu ciasta? Dowiesz się tego z dzisiejszego odcinka, którego gościem jest Gosia Szakuła, autorka książki „Konopie i marihuana w kuchni”. Gosia posiada bardzo dużą wiedzę o konopiach i gotowaniu z tą rośliną. Opowie o tym jak wykorzystać jej wiedzę w kuchni. Dowiecie się również trochę na temat historii tej rośliny. Jesteście ciekawi tego czy człowiek mógłby jeść tylko konopie? Na to pytanie również poszukamy odpowiedzi. Zapraszam!

Mateusz: Cześć Gosia! Bardzo mi miło, że jesteś naszym gościem. Chciałbym zacząć od samych korzeni wiec zapytam Cię jaka jest historia zastosowania konopi w kuchni? Zarówno na świecie jak i w Polsce.

Gosia: Wiesz co generalnie dobrze jest zacząć od korzeni. Nasza roślina ma ten system bardzo rozległy. Jeśli chodzi o historie przyznam szczerze, że nie jest to jakiś mój ulubiony temat, ale oprócz tego, że mam więcej takich udokumentowanych śladów wykorzystania medycznego konopi to udało mi się znaleźć również kilka ciekawych faktów dotyczących właśnie wykorzystania kulinarnego. Przykładami są źródła pochodzące z okresu wczesnego średniowiecza. Źródła te mówią przede wszystkim o wykorzystaniu nasion konopi. Ponieważ konopie były uprawniane na obszarach północnowschodniej Europy, okolic Chin, Mongolii oraz Rosji – głównie na terenach wiejskich to też przez tamtejszą ludność jej nasiona były spożywane. Tutaj trzeba zaznaczyć, że też w Polsce tylko w trochę późniejszym okresie, około 16-18 wieku było eksportowane bardzo dużo zbóż w tym konopi. Przypomnijmy, że jest to okres, w którym Polska była nazywana „Spichlerzem Europy”. Łukasz Opaliński, jeden z marszałków korony z tamtych lat wymienia w swoich relacjach konopie jako jeden z głównych towarów eksportowych. To jest jedna z istotniejszych informacji.Druga informacja pochodzi z samych sprawozdań papieskich z początku XVI wieku. Opisane jest tam jak wyglądał handel w Gdańsku z innymi krajami europejskimi, handel między innymi konopiami. Myślę, że jest to dość ciekawa dygresja odnośnie tego, że Polska była kiedyś konopną potęgą. Mieliśmy tych pól bardzo, bardzo dużo. Mamy również kilka udokumentowanych faktów zostawania konopi indyjskich. Pierwsze wzmianki to wiek X i obszary Indii. Popularny napój „Bhang”. W Indiach ten napój stosowany jest do dzisiaj. Ten napój składa się z rozgniecionych liści i kwiatów konopi indyjskiej w połączeniu z mlekiem. W ich tradycji jest to napój stosowany na niepokój i lepszy sen. Zastanawia mnie tylko to w jaki sposób następuje w nim konwersja THCA do THC. Bo jednak potrzebujemy wyższej temperatury jeżeli chcemy uzyskać działanie psychoaktywne. Być może duże znaczenie ma klimat, może naczynia nagrzewały się do wyższych temperatur. Takie temperatury są w stanie tę konwersję przeprowadzić. Jest to dla mnie pewną zagadką. Dzisiaj ten napój się trochę inaczej przygotowuje. Są wariację z mlekiem kokosowym i mango. Jednak wciąż pozostaje bardzo popularny.Kolejnym przykładem źródła o konopi jest książka kucharska. Właściwie to jedna z pierwszych książek kucharskich. Niestety jej tytuł jest bardzo długi i skomplikowany, dlatego go nie przytoczę. Jej autorem jest Bartolomeo Platina. W tej książce oprócz normalnych przepisów są także przepisy z konopiami indyjskimi. Są tam jedne z pierwszych oficjalnych receptur. Ta książka ukazała się pod koniec XV wieku. Następnie w wieku XIX na całym świecie a szczególnie w USA mieliśmy bardzo powszechny dostęp do przetworów z konopi indyjskiej. Były dostępne między innymi w aptekach. Można było je wykorzystywać do przygotowania potraw. Wtedy ukazała się też pierwsza książka kucharska poświęcona tylko przepisom dań z dodatkiem konopi. Autorem tej książki jest Alice B. Toklas. To jest można powiedzieć taka ikona jeżeli chodzi o kuchnie z marihuaną. Wszyscy wielcy mistrzowie kuchni, którzy się specjalizują w tej dziedzinie zawsze powołują się na tę książkę. Jest to taka Biblia gotowania z konopiom. Nawet zawiera informacji na temat dekarboksylacji. Autorka znała się na rzeczy.Niestety później mamy okres prohibicji. Wtedy zbyt wiele się nie działo, natomiast warto wspomnieć jeszcze odnośnie Polski. Tak naprawdę to wykorzystanie konopi u nas, udokumentowane dotyczy głównie takiej żywności bazującej na nasionach. Źródeł dotyczącej stosowania konopi indyjskiej nie ma zbyt wiele. Nie chciałabym się odnosić do niepotwierdzonych cytatów np. z Pana Tadeusza czy Potopu. Na pewno wykorzystanie konopi siewnych sięga czasów prasłowiańskich. Na to mamy dowody w postaci źródeł pisanych i również na pewno odegrały dosyć dużą rolę jako roślina rytualna. Roślina magiczna, która była wykorzystana w znaczeniu leczniczym. Kiedyś te rytuały bardziej miały za zadanie służyć jako wsparcie w leczeniu ludzi. Można powiedzieć, że w średniowiecznej Polsce te konopie były popularne w każdym gospodarstwie wiejskim. Później w latach 50-60 po wielkim boomie, niestety już sukcesywnie obszar na, którym były zasiane malał. Wiemy, że okres prohibicji u nas odbił się dużym echem, miało to także wpływ na wykorzystanie kulinarne.

-Bardzo mi się podoba znaczenie edukacyjne twojej wypowiedzi. Skoro zaczęliśmy od korzeni to zapytam czy każdą część rośliny jesteśmy w stanie wykorzystać w kuchni?

-Wiesz co, roślina składa się z korzeni łodygi, liści, kwiatów i nasion. Generalnie wszystkie części górne jak najbardziej nadają się do wykorzystania kulinarnego. Nasiona, kwiatostany, liście zarówno górne i dolne. Za to łodygi są trudnym tematem. Wiem, że da się je wykorzystać kulinarnie, ale ja osobiście nie próbowałam. Jeżeli chodzi o korzenie – nie przetwarzałam tych korzeni samodzielnie, ale byłam w posiadaniu nalewki z korzeni konopi, więc da się je wykorzystać. W zasiedzieć tylko jeżeli chodzi o łodygi to mam obiekcje, ale wszystkie pozostałe części jak najbardziej.

No tak, łodyga nie wydaje się smaczną częścią rośliny.

-Tak, ale łodygi się bronią bo są materiałem przemysłowym. Da się z nich zrobić dużo użytecznych przedmiotów, więc są kolejnym przydatnym elementem rośliny.

-Zdecydowanie. Skoro możemy wykorzystać dosłownie wszystko z tej rośliny to dlaczego w ogóle warto jeść konopie? Jakie są zdrowotne aspekty tej rośliny?

-Pierwszym, najważniejszy aspekt, dla którego powinniśmy jeść konopie dotyczy naszej genetyki. Nasi przodkowie żyli na tych ziemiach i odżywiali się tym pokarmem. Nasz układ pokarmowy jest tak skonstruowany, że jedne produkty trawimy lepiej a inne gorzej. Produkty, które pochodzą z naszego regionu zawsze będziemy trawić lepiej. Te pokarmy będą dla naszego organizmu bardziej odżywcze. I dotyczy to właśnie konopi. Są produktem, który jest związany z naszą genetyką. Są związane z naszą lokalnością. Natomiast mówiąc na temat walorów odżywczych. To jest temat rzeka, generalnie konopie siewne mogę określić jako pokarm klasy super food. Pokarm który zawiera bardzo dużo substancji bioaktywnych. Regularne dodawanie konopi do naszej diety wzbogaca nas o np. kwasy omega 3,6,9 czy pełnowartościowe białko. Oprócz tego w konopiach mamy masę witamin i mikroelementów. Cały zestaw AD EK. Zestaw witamin, które są bardzo istotne w funkcjonowaniu układu autoimmunologicznego. Biorą udział w procesie regeneracji tkanki kostnej. Tutaj również bardzo wysoka zawartość wapnia jest warta uwagi. Przeróżne produkty konopne posiadają bardzo duże ilości białka. To białko będzie dla nas istotne ze względu na regeneracje układu pokarmowego czy immunologicznego. Mąka posiada bardzo dużo błonnika. Olej konopny jest bardzo dobrym źródłem kwasów tłuszczowych. Każdy z tych pokarmów warto włączyć do codziennej diety. Oczywiście po trochu. Na pewno też ze względu na to, że dzisiaj pokarm który kupujemy w sklepie ms niezbyt dobry skład. Te produkty spożywcze w supermarkecie są masowe. Są czymś z masowej produkcji. Nie mamy gwarancji na to, że ta żywność jest wartościowa, że zawiera dużą dawkę składników odżywczych. Skąd biorą się w tych czasach niedobory czy choroby cywilizacyjne? Ewidentnie potrzebujemy super żywności, żywności bogatej w składniki odżywcze, żeby nie popadać w różne choroby.  Z resztą mam takie swoje ulubione powiedzenie. Uważam, że jeżeli byśmy codziennie dodawali, któryś z produktów konopnych do naszej diety to nie potrzebowalibyśmy medycznej marihuany. To działanie profilaktycznie jeżeli chodzi o konopie siewne uznałabym jako jeden z głównych powodów dla ich stosowania.

Czyli uważasz, że rozsądne stosowanie konopi siewnych w kuchni, by po prostu wykluczyło zapotrzebowanie na konopie indyjskie? Oczywiście nie mówię tu o tym działaniu relaksacyjnym tylko medycznym.

-Myślę, że tak. Chodzi o to, że działanie profilaktyczne konopi siewnych jest tak silne, jest to tak szeroki wachlarz substancji aktywnych, dostępny w tym pokarmie, że możemy naprawdę nimi działać profilaktycznie. Nie dopuścić do stanu chorobowego i utrzymać homeostazę, czyli stan równowagi wszystkich naszych układów. Z drugiej strony jesteśmy też w stanie wesprzeć powrót do zdrowia w jakiejś chorobie a przecież dokładnie o to chodzi w stosowaniu medycznej marihuany.

-Kiedyś przeczytałem taki napis na jednym z szyldów, któregoś z salonów konopnych: „Gdyby tylko konopie zostały na świecie to człowiek niemiałby problemów z przetrwaniem”. Chciałbym, żebyś odniosła się do samego jedzenia konopi. Czy konopie dałyby radę nas tak wyżywić, żeby nam niczego nie brakowało? Bo wydaje mi się to trochę abstrakcyjne.

-Szczerze powiedziawszy obawiam się, że nie. Dlatego, że nie mamy na przykład całego zestawu witamin w konopiach. Brakuje nam chociażby witaminy C. Brakuje nam pewnych minerałów śladowych, pierwiastków śladowych. Myślę, że jest to troszeczkę abstrakcyjne. Jednak potrzebujemy również innych substancji odżywczych. Na pewno konopie mogłyby być podstawą diety. Produktem, który stanowiłby większość naszego pożywienia. Oprócz konopi musielibyśmy jeść jeszcze owoce i warzywa. Moglibyśmy spokojnie odrzucić np. zboże, strączki, mięso, nabiał i tak moglibyśmy „jechać” na konopiach. Do tego jeść owoce oraz warzywa i taka dieta byłaby bardzo wartościowa.

-To rozwiałaś moje wątpliwości. Jedna z moich patronek zapytała mnie o profil aminokwasowy białka konopnego. Ciężko to znaleźć, czy możesz powiedzieć skąd takich informacji można się dowiedzieć?

-Wiesz co, jestem zaskoczona. Generalnie ten profil aminokwasowy jest ogólnodostępny. Nie wiem w jaki sposób twoja znajoma szukała tego. Nie wiem czy polskie źródła naukowe o tym mówią, ale jest to pełny profil aminokwasowy. Jest to 20 aminokwasów białkowych z czego 10 egzogennych. Konopie są jedną z nielicznych roślin na naszej planecie, które posiadają 20 aminokwasów. Soja ma 18 aminokwasów, Chia oraz Gryka mają tak samo jak konopie – 20. Można powiedzieć, że konopie są doskonała alternatywą białka konopnego.

-Powiedziałaś nam o zastosowaniu konopi w celach prozdrowotnym a co z aspektem rekreacyjnym? Dużo ludzi spożywa konopie właśnie w tym celu. Czy mogłabyś coś o tym powiedzieć?

-Temat jest bardzo znany i lubiany, również przez mnie. Na ten moment w Polsce nie jest to medialnie popularny temat. Na pewno to co się dzieje w domach, na nielegalu. Jednak jaka jest tego skala to trudno powiedzieć. Możemy zrobić sobie wykresik w Google Trends. Sprawdzić frazę wyszukiwania „masło z marihuany” i faktycznie jest to wzrost około 100-200 procent. Myślę, że na ten moment mamy trochę taką lukę informacyjną w tym temacie. Brakuje merytorycznych artykułów na temat fazy. Nie ma rzetelnych informacji o tym co czujemy jedząc marihuanę. Ta faza jest zupełnie inna od fazy po paleniu. Nie spotkałam się z taką edukacją bazującą na badaniach naukowych. Mamy stwierdzone pewnie określone objawy związane ze zmianą świadomości pod wpływem THC, wiemy o działaniach niepożądanych. Nie został określony poziom śmiertelny THC w ludzkim organizmie, nie mamy doniesień o przedawkowaniu THC ze skutkiem śmiertelnym. To są tematy, które myślę, że w kontekście rekreacji są bardzo istotne. Mój projekt „Konopie w kuchni” w tej chwili zakłada głównie skupienie się w temacie rekreacji oraz na temacie medycznym. Jednym elementów tego projektu jest książka, którą niedawno napisałam i będzie niebawem miała premierę. Tam odnoszę się też do tematu spożywania posiłków z marihuaną oraz do elementów rekreacyjnych. Nie tylko towarzyskich i rozrywkowych, ale również rekreacyjnych w takim znaczeniu autorefleksji. Bardziej terapeutycznego znaczenia. I to też jest w kontekście rekreacji. Gdy potrzebujemy lepszego kontaktu z samym sobą, lepszy dystans do rzeczywistości. Bardziej mi chodzi o metafizyczne doświadczenia. Myślę, że w tym temacie jest również duża luka informacyjna, jeżeli chodzi o polskie media.

-Możesz powiedzieć jak w takim razie wygląda różnica pomiędzy zapaleniem takiego przysłowiowego jointa a zjedzeniem ciastka? Czym się ta faza różni?

-Generalnie faza po zapaleniu jointa przychodzi bardzo szybko. W okolicach 15min, trwa w okolicach 1h-2h. Zależy to od mocy, stężenia procentowego THC w suszu. Może trwać też oczywiście do 2-3h, ale zwykle nie jest to dłużej i tak naprawdę ta faza jest mniej energetyzująca. Jest taka bardziej na skupienie się, bardziej na prace kreatywną. Faza po zjedzeniu jest bardziej euforyczna, bardziej intensywna. Mówimy tu też oczywiście o wyższych dawkach. Jeżeli dostarczymy do organizmu mniejszą dawkę to może to być faza bardziej antydepresyjna, ale będzie trwała dużo dłużej. Od momentu zjedzenia THC musimy odczekać od 0,5 do 1h, w zależności od metabolizmu. Ta faza wchodzi bardzo powoli. W tym czasie buduje się trochę takie napięcie i ekscytacja. Ta euforia w momencie szczytowym jak osiągamy ten peak konwersji THC jest bardzo duża. Przez to że cały proces powstaje w wątrobie skutkiem tego jest trwanie fazy nawet do 5h. Osobiście miałam taką długość fazy. Wiem, że jeżeli chodzi o badania to jest to wymiar od 2 do 4 godzin. I to jest właśnie ta różnica. Myślę, że tutaj edukacja w kontekście dawki jest bardzo istotnym aspektem.

-Jeżeli ktoś ma stosunkowo mało styczności z konopiami to jak przyrządzić pokarm tak, żeby dawka nie była zbyt duża?

-Myślę, że jak w przypadku każdej substancji psychoaktywnej, musimy po prostu zachować zdrowy rozsądek. Mam na myśli zarówno z perspektywy osoby przyrządzającej potrawę jak i spożywającej. Najczęściej nie znamy mocy tego ekstraktu. Ja staram się edukować o tym w jaki sposób obliczać moc, bo jesteśmy w stanie to zrobić. Jednak najczęściej tej zawartości procentowej THC nie znamy i dodajemy całe mało do ciastek. Później mamy tak mocne ciastka, że ktoś zje jedno i przez dwie godziny nie wie co się dzieje. Chodzi o to, żebyśmy przede wszystkim zanim podamy te ciastka komukolwiek, wytestowali je na sobie. Zaczynamy od małego gryza ciastka, najlepiej na czczo. Wtedy najszybciej to wchodzi i od razu mamy odpowiedź. Możemy to sobie w skali od 1 do 10 rozrysować jak to jest z tą naszą fazom. Jeżeli ta faza jest dla nas za mała to musimy poczekać do końca i następnie jemy dwa razy więcej. Później znów oceniamy fazę w naszej skali. Na tej podstawie jesteśmy w stanie określić moc tego produktu. Za każdym razem po przygotowaniu ciastek powinniśmy oceniać to w ten sposób. Jeżeli zjemy za dużo to będziemy się męczyć.

-Co to w takim razie znaczy, że będziemy się męczyć?

-Będzie nam po prostu nieprzyjemnie. THC jak każda substancja może zostać przedawkowana i tutaj myślę, że warto też zwrócić uwagę na to czym są objawy przedawkowania a czym są objawy niepożądane. Typowym objawem niepożądanym jest to, że np. mamy sucho w ustach, albo mamy czerwone oczy lub towarzyszy nam szybkie bicie serca. To są objawy niepożądane występujące u większości osób. Natomiast jeżeli przy tym szybko bijącym sercu czujemy również ucisk w klatce piersiowej to już jest objaw przedawkowania. To jest jeden z objawów przedawkowania. Mogą to być również inne nieprzyjemne działania np. stany lękowe. Niestety przedawkowanie jedzonego THC od palonego bardzo się różni. Tak naprawdę ciężko jest przedawkować THC paląc. Ja uważam, że paląc konopie bardzo dużo THC marnujemy. Biorąc bucha wdychamy tylko około 15% THC. Oczywiście możemy być w posiadaniu udziwnionego suszu, to przez nieuregulowany rynek. Możemy trafić na susz z jakimś dodatkiem i często tego skutkiem są właśnie objawy przedawkowania. Jeżeli chodzi o jedzenie to jak dochodzimy do szczytu fazy to objawy przedawkowania potrafią bardzo szybko narastać. Od momentu w którym osoba zaczynie odczuwać pierwsze efekty przedawkowania do momentu totalnej paranoi może minąć zaledwie pięć minut. Różnie to bywa, wszystko jest kwestią indywidualnej reakcji ciała na tę substancję i też stanu układu endokannabinoidowego. Jest dużo aspektów, które mają na to wpływ. Jednak zdecydowanie jest to zupełnie inne działanie.

-Chciałbym spytać jak osiągnąć pożądany efekt? Wydaje mi się, że dużo osób próbowało zrobić coś z marihuaną, ale nie doczuli efektu. Jak zrobić to tak, żeby nie zmarnować pieniędzy, czasu i rośliny? Wiem, że jest to dość dobrze opisane w twojej książce, ale czy mogłabyś chociaż trochę na ten temat powiedzieć?

-Generalnie takich błędów niestety można popełniać bardzo dużo. Mimo tego, że proces ekstrakcji nie jest jakiś bardzo skomplikowany, ale przez to, że ma on więcej wspólnego z chemią niż gotowaniem to osoby mogą się czuć trochę zdezorientowane. Natomiast oprócz tego, że na początku wydaje się to dość skomplikowane to również możemy znaleźć w Internecie dużo porad podwórkowych. W tych poradach często jest pominięta dekarboksylacja, która jest wstępem do tego, by rozpocząć przygodę z marihuaną w kuchni. Myślę, że tutaj precyzja na każdym etapie ekstrakcji jest bardzo istotna. Po prostu musimy pilnować czasu i temperatury. Jeżeli zrobimy to krok po kroku, będziemy trzymać się instrukcji to nie ma prawa nic pójść nie tak. Myślę, że najczęstszym błędem jest pominięcie dekarboksylacji i dodanie suszu, kiefu czy innych takich produktów bez wcześniejszej dekarboksylacji do tłuszczu czy ciasta lub kremu. Myślę, że nie musze mówić, iż spożycie surowego kwiatostanu nie spowoduje skutków psychodelicznych. Musimy doprowadzić do zmiany składników w składniki aktywne i dopiero wtedy możemy liczyć na fazę. Dlatego oprócz dekarboksylacji przeprowadzamy tak zwaną infuzję. Wyciągamy substancje aktywne do tłuszczu, gliceryny czy alkoholu. Jak wyciągniemy te substancje aktywne to wtedy możemy ten ekstrakt stosować w posiłkach.

-Ile trwa taki zabieg? Zakładając, że chcemy zrobić najprostsze ciasto? Ile czasu zabierze nam ten proces?

-Sama dekarboksylacja trwa zazwyczaj od 40 do 60 minut. Zależy to od jakości suszu. Jeżeli mamy świeży susz, prosto z krzaka i ten susz jest pachnący zieloniutki, widać że klei się do rąk to taki susz trzymamy dłużej nawet do 60min. Jeżeli mamy susz z poprzedniego roku, który trochę odleżał to częściowo w takim suszu zachodzi już dekarboksylacji. Jeżeli mamy długi okres czasu to dekarboksylacja zachodzi, ale dużo wolniej. Jeżeli ten susz leży gdzieś tam w półce i w lato mamy temperatury +30 stopni to już tam dekarboksylacja zachodzi. I to jest pierwszy proces. Następnie dodajemy go powiedzmy do masła. Zazwyczaj robimy to w gorącej wodzie. Najbardziej powszechne jest umieszczenie metalowego sitka w garnku z gotującą się wodą. Do tego sitka wkładamy słoik z olejem i suszem. Zakręcamy ten słoik i wkładamy do sita z wodą. To ma się gotować około 3 godziny. Musimy pilnować, aby poziom wody był cały czas taki, że zakrywa nam zawartość słoika. Zwykle podczas takiego gotowania na najmniejszym ogniu woda ma w okolicach 80-90 stopni mimo tego, że mówi się, że woda gotuje się w około 100 stopniach to jak się mierzy termometrem to taka woda ma około 85-88 stopni. Około 3 godziny wystarczą na to, aby wyciągnąć większość zmienionego THC do tłuszczu. Po tym czasie musimy tylko odcisnąć to ziele z tłuszczu przy użyciu gazy. Dodajemy wtedy ekstrakt do różnych posiłków. Pamiętajmy o tym, żeby policzyć dawkę.

-Super! Dałaś cały przepis na jedzonko konopne. Ile mniej więcej suszu musimy wykorzystać na przygotowanie masła konopnego? Jest jakaś szacunkowa ilość czy nie ma reguły?

Nie ma reguły. Możemy wykorzystać taką ilość jaką mamy dostępną. Ja osobiście nawet z 1g suszu robiłam ekstrakt. Tylko wtedy wygotowałam to w mleku kokosowym. Czyli wegańska Makuba. Później takie mleko można trzymać 2-3tyg w lodówce. Oczywiście używamy do gotowania zdekarboksylowanego suszu. Pomijamy etap z sitkiem. Wrzucamy susz bezpośrednio do mleka. Zapach jest naprawdę niesamowity. Jeżeli chodzi o ekstrakty to naprawdę nie ma tutaj znaczenia ile damy tego suszu. Musimy pamiętać tylko o tym, żeby proporcje substancji bazowej do suszu miały były zachowane w skali 1:1.

-To jest dosyć ważna informacja. Na końcu chciałbym powiedzieć, że jeżeli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej na temat konopi w kuchni to zachęcam do kupna twojej książki. Naprawdę jest tam dużo ciekawych informacji. Zarówno jeżeli chodzi o konopie w kuchni, ale także sporo wiedzy jeżeli chodzi o historię konopi.

-Myślę, że ważna jest też kwestia pacjentów. Jest to jedna z najważniejszych grup odbiorców tej książki. W tej chwili w Polsce mamy sytuację, w której pacjenci legalnie leczący się medyczną marihuaną mają jedynie możliwość kupna suszu konopnego. Powinni mieć też możliwość kupna wyciągów, niestety obecnie takiej możliwości nie mają. Niektórzy pacjenci nie mogą palic ze względów zdrowotnych. Dzięki tej książce mogą w łatwy sposób dowiedzieć się w jaki sposób można ten wyciąg zrobić i jak obliczyć stężenie THC oraz CBD. Mogą przeczytać również o tym w jaki sposób stosować te ekstrakty w posiłkach. Można to też zrobić w porozumieniu z lekarzem prowadzącym terapie. W procesie przetwarzania produktu farmaceutycznego wsparciem właśnie może być ta książka. Myślę, że jest to interesująca pozycja dla pacjentów medycznej marihuany.Podsumowując jedzmy zdrowo, jedzmy konopie. Jeżeli mamy słabość do fast foodów to starajmy dodawać się do nich nasion czy oleju konopnego. Jeżeli chodzi o stosowanie rekreacyjne czy medyczne to róbmy to z głową. Zachowajmy ostrożność.

Pamiętajmy, że pomimo iż konopie są cudowne to nie są panaceum. Dziękuję Ci za dzisiejsze miłe spotkanie. Ta rozmowa dostarczyła nam naprawdę dużo wiedzy na temat konopi.

-Również dziękuję Mateusz!

A ja zapraszam Cię do zaobserwowania tego podcast’u w aplikacji, w której mnie słuchasz, na Instagramie OtwieramyOczy, na Facebooku OtwieramyOczy oraz do wspierania mnie na Patronite. Wejdź na Patronite i sprawdź jakie nagrody czekają Cię za wpieranie mnie. Uwierz, że zwykła 5 robi wielką różnicę. Czytałeś 23 odcinek podcast’u Otwieramy Oczy, ja się nazywam Mateusz Zbojna. Dzięki za wytrzymanie do końca, cześć!

Podcasty o podobnej tematyce:

2 myśli na “#23 Sekrety kuchni z marihuaną – Gosia Szakuła

  1. Zastanawiam się nad końcówka tego wywiadu. Pani Gosia powiedziała żeby odpowiednio dobrać proporcje „1do 1” susz do nośnika. Wydaje mi się że 1g masła i 1 G suszu to będzie ciężko gdyż suszu będzie więcej niż nośnika. Pozdrawiam

    1. Hmm napisz najlepiej do Gosi bezpośrednio – myślę, że ona najlepiej rozwieje wątpliwości.
      Smiling Spoon się jej profile społecznościowe nazywają 😉
      Pozdrowionka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry